pon: 9:00 - 16:00, wt.-pt.: 10.00 - 15.00
czytaj więcej ...
Samorządy, które od 10 lat są właścicielami szpitali, marzą o tym, by szpitale były zarządzane jak spółki. Uważają, że to metoda bardziej wydajna i bezpieczna: spółka, jeśli popadnie w tarapaty, musi poddać się programowi naprawczemu. Szpital działający jako zakład opieki zdrowotnej ma gwarancję, że nigdy nie upadnie. Ale to znaczy, że może się zadłużać w nieskończoność - a zadłużonemu nikt nie sprzeda nowego sprzętu ani nie sfinansuje remontu
Żmudny proces przekształcania ZOZ-ów w spółki trwa od 2000 r. Spółek jest już w kraju 60. Część samorządów na przekształcenie nie stać - musiałyby wcześniej spłacić długi ZOZ-u (najsłynniejszym przykładem jest szpital gorzowski, którego dług przekracza roczny budżet samorządu wojewódzkiego!). Bo spółka nie może zaczynać życia z długiem.
Rząd PO planuje, że przekształci wszystkie szpitale w spółki i pomoże im w oddłużeniu. Ale w Sejmie trwa o to gigantyczna polityczna awantura. Nie wiadomo, czy projekt przejdzie. Ale gdyby go uchwalono, to samorząd, który teraz spłaci długi swego szpitala, plułby sobie w brodę.
Co więc robić? Duże miasta wymyśliły, jak mieć spółkę i nie stracić ewentualnej pomocy państwa. Zamiast przekształcać szpitale pojedynczo, trzeba stworzyć spółkę, która dostanie w zarząd kilka lub nawet kilkanaście placówek.
• Jeśli do jednej spółki wejdzie wiele szpitali, to w sumie ich majątek będzie większy niż długi. - Spółka będzie mieć dodatni bilans - mówi wiceprezydent Warszawy Jarosław Kochaniak. - Musimy przygotować aktualne wyceny majątku szpitali i przychodni, bo ostatni raz były zrobione w 1994 r. A przecież przez ostatnie lata w rozbudowę szpitali, w remonty i sprzęt zainwestowaliśmy setki milionów złotych.
Długi warszawskich szpitali i przychodni to 168 mln zł.
• Spółka sama spłaci długi. Może wziąć kredyt - ma majątek pod zastaw. No i będzie mogła odłożyć coś z kontraktów z NFZ. - Wspólne podejmowanie decyzji strategicznych dla grupy szpitali pozwoli obniżyć ich koszty - zapowiada Leszek Czarnobaj wicemarszałek ds. zdrowia w Pomorskiem.
- Im więcej podmiotów w spółce, tym większe oszczędności - przekonuje Kochaniak. - Tu zadziała efekt skali. Wspólne negocjacje i zakupy są bardziej opłacalne.
Część oszczędności może pójść na podwyżki - tak Warszawa zachęca do pomysłu szpitale. - W ciągu pierwszych kilku lat miasto będzie mogło dokapitalizować spółkę, nim stanie na nogi - mówi Kochaniak. - Miasto dziś spłaca raty za poręczone kredyty dla niektórych szpitali, choć to nie przynosi żadnych efektów. Aby spłacić zadłużenie, potrzebne są rozwiązania systemowe.
• Jeśli rządowi uda się przepchnąć ustawę oddłużeniową, być może obejmie ona także wielkie spółki metropolitalne. Dlaczego? Bo oddłużenie ma obejmować spółki, a nie ZOZ-y (to jest pomysł PO na spodziewane weto prezydenta: jeśli nie zgodzi się na spółki, to nie będzie też oddłużania). Faktem jest jednak, że szczegóły projektu nie są jeszcze znane. I ta rachuba może okazać się mylna.
- Liczymy na rządowe propozycje i jeśli wejdą w życie, dostosujemy się do nich - mówi Kochaniak. - Nie chcemy jednak czekać z założonymi rękoma.
Mówią jaskółki, że dobre są spółki
Wiceprezydent Kochaniak namawia szpitale do spółki. Czy mu się uda? - W końcu będą jasne zasady finansowania i inwestycji. Będzie można skoordynować zamykanie oddziałów w okresie wakacyjnym - przekonuje.
Za łączeniem placówek jest Paweł Paczkowski, dyrektor łódzkiego NFZ. - To oczywiste, że wolę podpisywać kontrakt z silnym partnerem. Nie martwię się, jak w przypadku zadłużonych placówek, że wejdzie tam komornik i zablokuje konta.
Według Paczkowskiego pacjenci na konsolidacji mogą zyskać. Bo: • miejska sieć potrafi skoncentrować szpitalne łóżka; zamiast kilku małych oddziałów będzie jeden duży, z doświadczoną kadrą; • koncentracja może być sposobem na brak pielęgniarek i lekarzy; dziś szpitale muszą ich podkupywać, windując pensje; • lepsze zarządzanie kadrą powinno doprowadzić do wzmocnienia poradni i skrócenia kolejek do specjalistów; • dla wielu oddziałów fuzja może być ostatnią szansą na utrzymanie kontraktów z NFZ, mogą je stracić, jeśli nie zrobią odpowiednich remontów - od lipca NFZ zwiększył wymagania.
Likwidacja to tylko teoria?
Szpitale w spółce miejskiej będą mogły przyjmować pacjentów także za pieniądze. Publicznym ZOZ-om tego nie wolno, więc gdy kończą się pieniądze z NFZ, przyjmują tylko pacjentów, których życie i zdrowie jest zagrożone. Resztę odsyłają do kolejki.
A co się stanie, gdy skończy się kontrakt w niepublicznym szpitalu? - Po połączeniu będziemy wiedzieli, w jakim szpitalu są jeszcze środki z NFZ, i tam będzie można skierować pacjenta, by mógł być leczony bezpłatnie - zapewnia Kochaniak.
Ostatnia wątpliwość: Co będzie jeśli wielka spółka popadnie w tarapaty i zacznie przynosić straty? Co miasto zrobi? Zamknie ją? Sprzeda? - To tak, jakbyśmy mieli zamknąć spółkę Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji i odciąć ludzi od wody tylko dlatego, że spółka przynosiłaby starty. Miasto ma w spółce szpitalnej 100 proc. udziałów i nie dopuści do jej zamknięcia - mówi Kochaniak. - O sprzedawaniu udziałów w spółce w ogóle nie ma mowy. Zresztą musiałaby się na to zgodzić rada miasta.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Wspólne podejmowanie decyzji strategicznych dla grupy szpitali pozwoli obniżyć ich koszty - zapowiada Leszek Czarnobaj
czytaj więcej ...